Uczestnicy DOKSAN project

Relacje uczestników DOKSAN Project, indywidualne korzyści:


Grzegorz Siuta

Na wrocławskie spotkanie z Mistrzynią zen Roshi Reiko Marią Monetą - Malewską trafiłem bardziej z ciekawości i przypadku (jeśli takowy istnieje) niż świadomego wyboru. Niewiele wiedziałem o buddyzmie, jeszcze mniej o zen. Szukałem jednak Drogi dla siebie. Dziś nie pamiętam już daty, miesiąca, pory roku - mimo tego, że to jeden z najważniejszych dni w moim życiu. Słowa, które usłyszałem na tym wykładzie nazwały moje najgłębsze intuicje, przeczucia i doświadczenia. Coś, o czym miałem tylko mgliste pojęcie, w końcu ujrzało światło dzienne. Do dzisiaj pamiętam tamten dreszcz, zaskoczenie i pewność, że oto mam, oto znalazłem. Zresztą pisząc te słowa znów pojawia się tamto wzruszenie i łzy w oczach.

To wtedy świadomie zacząłem praktykę zen. W kilka osób spotykaliśmy się raz w tygodni u na wspólnym zazen (siedzącej medytacji) w miejscu w którym od przeszło 20 lat odbywała się praktyka - cóż za energia! 25-minutowe sesje siedzenia przerywane były medytacją w chodzie. Wkrótce przyszedł czas na pierwsze seshin, najpierw "nieśmiałe" 3-dniowe, później kolejne i praca z koanami. Na tych wyjazdach przeżyłem swoje piekło i swoje niebo. Piekło, gdy ból fizyczny i nieruchoma pozycja wydłużały czas w nieskończoność, a ego domagało się jakiejkolwiek zmiany, podsuwając pomysły na ciekawsze spędzenie czasu w stolicy. Kończyłem wtedy zlany potem. Niebo, gdy stanąłem w szeregu z Patriarchami z absolutną pewnością, że ten moment to najlepsze i najodpowiedniejsze miejsce. Do dzisiaj, gdy siadam na poduszce towarzyszy mi to odczucie.

Niestety po kilkunastu miesiącach ludzie z którymi zaczynałem poszli własnymi ścieżkami. Nie byłem już jednak sam - był Nauczyciel, byli ludzie z Warszawy, Krakowa, Gdańska i innych miast, był w końcu zen. Przez około 2 lata skupiłem się jednak głównie na indywidualnej praktyce. Na szczęście najbliższa mi osoba również zaczęła praktykować, zorganizowaliśmy ponowne spotkanie z Roshi Reiko po którym ok. 5 lat temu powstała działająca do dzisiaj wrocławska grupa. Wsparcie, które otrzymuję od Niej i sangi w niezwykły sposób pomaga w praktyce - w tym miejscu dziękuję za Waszą cierpliwość i zrozumienie. I tak trwa to dzisiaj.

Teraz nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej. Zen wplótł się w tak wiele dziedzin mojego życia - w sferze osobistej, zawodowej, estetycznej, inspiracji, motywacji, że wydaje mi się, że był tam od zawsze. Wystarczy tylko pozwolić rzeczom być takimi, jakimi są i widzieć to. Oczywiście nie zawsze jest łatwo, rzuca mną jeszcze na różne boki i ślepe ścieżki. Praktyka jednak za każdym razem jasno pokazuje, gdzie jest Droga. Wystarczy usiąść na poduszce, uspokoić ciało i umysł, by móc pójść dalej.

Zen dał mi latarnię, mapę, kompas i wszystko co potrzebne w drodze. Nierozsądnie byłoby z nich nie korzystać, gdy wokoło robi się ciemno i strasznie. A to tylko jedna z korzyści płynących z praktyki. Pozostaje jeszcze sfera poszerzania swoich możliwości i wiary w siebie, efektywnych sposobów radzenia sobie ze stresem i codziennymi wyzwaniami, lepsza kondycja psychiczna i fizyczna, samodyscyplina, większy wgląd, wychodzenie poza schematy, zdrowy dystans do wydarzeń, przełamywanie swoich ograniczeń, wewnętrzny spokój, uważność, rozwój sfery duchowej, świadome życie...

Czy ta wyliczanka ma jakiś koniec? - ciągle to sprawdzam i ciągle się zaskakuję.

Grzegorz Siuta - psycholog/psychoterapeuta, pracuje z osobami uzależnionymi
i ich rodzinami, prowadzi prywatną praktykę terapeutyczną.
www.terapia.wroclaw.pl