Koan zen i seshin
w perspektywie progresywizmu.
Koan zen i seshin w perspektywie progresywizmu.
Być może najsensowniejszym współcześnie sposobem na zrozumienie tego czym jest koan oraz
w jaki sposób funkcjonuje system całego treningu umysłu proponowany przez japońską tradycję
zen jest przyjrzenie się jej z perspektywy szeroko rozumianego nurtu progresywistycznego
w psychologii i pedagogice. Jako progresywizm rozumiem tu sposób myślenia o rozwoju umysłowym
i wychowaniu człowieka zakładający ogólnie, iż nie istnieje jakiś końcowy etap wieńczący proces
dojrzewania poznawczego i emocjonalnego jednostki ludzkiej.
W trakcie całego naszego życia przechodzimy tym samym, pewne następujące po sobie
przekształcenia struktur myślenia, z których bezpośrednio wynika sposób rozumienia
otaczającej nas rzeczywistości oraz naszego w niej miejsca[1]. Potencjalnie proces ten,
jako w pewnym sensie kumulatywny nie ma końca , jednak w rzeczywistości ograniczany jest
przez kulturę i światopogląd grup ludzi w których żyjemy, krajów i społeczeństw w których
skład wchodzimy oraz naszych codziennych spraw, które kształtują jako czynniki egzystencjalne
nasze skorelowane z nimi postawy i sposoby myślenia. Inaczej mówiąc, rozwój umysłowy czy
światopoglądowy każdego z nas z reguły kończy się po prostu na poziomie który jest
wystarczającym do w miarę zgodnego funkcjonowanie w danym, bezpośrednim otoczeniu i sprawdza
się przy rozwiązywaniu problemów jakie ono generuje nam na co dzień. W tym sensie -
mam taki światopogląd jakie są warunki (biologiczne, psychologiczne, społeczne,
cywilizacyjne itd.) w jakich dane jest mi żyć , gdyż to one, stawiając przede mną coraz
to nowe zadania i problemy egzystencjalne, go ukształtowały.
Jeśli w mojej codziennej praktyce życiowej pojawia się nowy, różny od dotychczasowych
problem, próbuje rozwiązać go przy użyci posiadanych przeze mnie "narzędzi"
( sposobów myślenia, strategii postępowania itp.). Jeśli któreś z tych narzędzi się sprawdzi,
jest "po sprawie", jeśli natomiast żadne, zaczynam kompilować dotychczas posiadane
sprawdzające się elementy światopoglądowe, próbując wytworzyć nowe jakości poznawcze
irozwiązania pasujące do nowego problemu.[2] Jeśli któreś z tak wytworzonych rozwiązań
się sprawdzi - znowu "sprawa załatwiona" - przeszedłem właśnie proces uczenia się a moje
sposoby myślenia zostały wzbogacone o nowe (sprawdzające się) elementy,
jeśli natomiast nadal nie mam rozwiązania, nadal testuję nowe hipotezy i strategie ....
Z reguły, w pewnym momencie, proces testowania się kończy nawet jeśli problem nie
został rozwiązany. Powodem tego jest fakt, iż nasze szeroko rozumiane codzienne
otoczenie egzystencjalne przywołuje nas w pewnym sensie z powrotem "do szeregu".
Po prostu na "pierwszym planie" świadomego życia zaczynają pojawiać się przede wszystkim
sprawy i problemy w oparciu o które ukształtowany jest nasz umysł, i które są dla niego
rozpoznawalne oraz w pewnym sensie naturalne. Problem który nie został natomiast rozwiązany,
przestaje być z czasem istotny. Jest on zbyt odległy od naszych codziennych spraw oraz
tymsamym niemożliwy do adekwatnego uchwycenia przez nasz obecny, dany sposób myślenia.
Z powyższym zresztą wiąże się projekt klasycznie rozumianego procesu edukacji,
w którym to nauczyciel stara się stawiać przed swymi podopiecznymi coraz to bardziej
złożone problemy, zachowując jednak przy tym pewien umiar, stosuje stopniową progresję
w narastaniu ich komplikacji i stopnia trudności. Jeśli nagle pojawi się zadanie zbyt
skomplikowane (radykalnie różne od już znanych problemów i tym samym sposobu myślenia)
proces edukacyjny napotyka trudności lub ustaje.
Jeśli by z tej perspektywy przyjrzeć się zagadnieniu koanu czy samego seshin, wydaje się,
że w pewnym sensie realizują one klasyczną sytuację, w której przed danym umysłem zostaje
postawiony problem na tyle różnorodny od tych, z którymi styka się on na co dzień, że jego
rozwiązanie nie jest możliwe w oparciu o posiadany, konkretnie ukształtowany sposób myślenia.
Znalezienie rozwiązania problemu tego typu, na pierwszy rzut oka, wydaje się być więc niemożliwe.
Wiąże się to z tym, iż przynajmniej w perspektywie progresywistycznej, mój, ukształtowany
przez daną codzienność, światopogląd jest jedynym jaki mam i może on przechodzić jedynie
stopniowe niewielkie przekształcenia. Jeśli by natomiast ktoś chciał go radykalnie,
nawet chwilowo przekształcić musiałby w jakiś sposób "rozbroić" moją, wspierającą go,
"egzystencjalną codzienność" czyli , po pierwsze, "wyjąć" mnie z kontekstu spraw
z jakimi borykam się na co dzień (osłabiając tym samym ich wsparcie dla mojego
dotychczasowego sposobu myślenia), i po drugie dać mi czas na testowanie nowych
strategii i sposobów myślenia (po prostu wyczerpywanie ich) tak długo aż znajdę
rozwiązanie problemu/koanu - i taka wydaje się jest właśnie rola seshin.
Koan zen w tym kontekście wydaje się być po prostu problemem jak każdy inny, jednak
o tyle charakterystycznym, że typowym dla światopoglądu "odległego" od mojego własnego
- samo seshin natomiast techniką (miejscem i czasem) umożliwiającą mi pracę nad problemem
(koanem) w warunkach neutralizacji "magnetycznej" siły mojego "starego" sposobu myślenia
- mistrz zen natomiast nauczycielem ułatwiającym swoim uczniom wykształcenia światopoglądu,
w oparciu o który rozwiązania koanów nie będą stanowić już dla nich trudności.
Oczywiście dla tych którzy się obawiają "utraty" ( nawet chwilowej) elementów swego "starego"
światopoglądu na, wątpliwe wg mnie, pocieszenie mogę dodać, iż po powrocie do poza-seshinowej
codzienności w obliczu "starych" problemów , jak "Fenix z popiołów" odradza się również "stary"
sposób myślenia, co zresztą wydaje się potwierdzać progresywistyczne i ewolucyjne założenie o
dostosowaniu funkcjonalnym organizującym również nasze życie psychiczne. Oczywiście,
jeśli po okresie intensywnej praktyki, w trakcie swoich codziennych zajęć staramy się utrzymać
(w miarę indywidualnych możliwości) pewien poziom codziennego zaangażowania w trening zen,
to osłabiamy tym samym proces erozji nowo-rozwiniętych elementów światopoglądowych,
a doświadczenia poznawcze wyniesione z okresu seshin utrzymują się w nas wzbogacając
w trwały sposób umysł praktykującego. I znowu jest to prosta prawidłowość zgodna z
edukacyjnym wręcz truizmem, mówiącym iż nie ćwiczone sposoby myślenia czy umiejętności
po prostu się w umyśle dezaktywują.
Podsumowując, z tej perspektywy trening zen jest zwykłym, naturalnym procesem uczenia się,
jednak przekazującym treść na tyle wykraczającą poza większość tych obowiązujących w naszej
codziennej przestrzeni kulturowej, że aby umożliwić ich zrozumienie konieczny jest skrupulatnie
zaplanowany trening osłabiający działanie tejże przestrzeni na nasz umysł.
--------------------------------------------------------------------------------------
[1]Jako klasyków tego nurtu można wymienić psychologów rozwojowych Johna Deweya,
Lawrenca Kohlberga, Jeana Piageta, Abrahama Maslowa, czy Clare Gravesa ,
jako bardziej współczesnych kontynuatorów Carol Gilligan, Roberta Kegana, Dona E. Becka, etc.
[2]Psycholog i kognitywista Michael S. Gazzaniga w swej wydanej w 1992 r. książce
"Nature's Mind" twierdzi, iż to co wygląda "z zewnątrz" na uczenie, jest właściwie
niekończącym się procesem przeszukiwania przez umysł swych własnych zasobów/bibliotek
z różnorodnymi rozwiązaniami i strategiami egzystencjalnymi, kompilowaniem ich, itp.
Tym samym, jako rozwijające się mentalnie jednostki nie tyle chłoniemy wiedzę "z zewnątrz"
("dają" nam ją nauczyciele itp.), ile ( być może pod rodzajami pozytywnej w tym wypadku presji)
wytwarzamy ją w pewnym sensie "w sobie" rozwijając tym samym coraz to nowe obrazy świata.


